Z czarnym złotem

Zamknij


TRZON DZIAŁALNOŚCI SPÓŁKI to transport węgla kamiennego. Dziś rzadko mówi się o nim „czarne złoto”. Może to błąd, ponieważ jego ceny wciąż zwyżkują. Okazało się również, że nie tak łatwo go zastąpić innymi źródłami energii.

Transbed obchodzi w 2012 roku 25-lecie działalności. Obecnie jest firmą, a raczej zespołem firm rodzinnych. Dysponujące ciężarówkami przedsiębiorstwo transportowe P.H.U. Transbed powołane do życia jako pierwsze, pracuje obecnie na potrzeby Transbed Sp. z o.o. zajmującej się handlem. Do założyciela Transbedu, Grzegorza Bednarka dołączył przyjaciel i wspólnik Jerzy Mularski oraz synowie: Dawid Bednarek i Dawid Mularski. Ich domeną jest logistyka, zarządzanie transportem. Dawid Bednarek jest właścicielem firmy Nardo, Dawid Mularski – firmy Strada. Rozszerzyli działalność o transport międzynarodowy. Nawiązali stałą współpracę z firmą TNT. Wożą ładunki zgodnie z surowymi wymogami międzynarodowej firmy kurierskiej.

Dają do pieca

– W najlepszych latach przez naszą firmę przechodziło pół miliona ton węgla rocznie – mówi Jerzy Mularski, prezes zarządu Transbed Sp. z o.o. – Teraz od 150 do 200 tys. ton. Swego czasu zostaliśmy zaproszeni do zmiany statusu i wejścia na warszawską Giełdę Papierów Wartościowych. Nie skorzystaliśmy, ale list intencyjny od prezesa giełdy mile nas połaskotał. Aby ustabilizować warunki działania, Transbed zainwestował zarówno w firmy będące dostawcami, jak i odbiorcami węgla. Ma udziały w kopalni i ciepłowniach. Zestawy Transbedu najczęściej przewożą miał energetyczny, wykorzystywany przez ciepłownie miejskie. Firma ma również w ofercie ekogroszek oraz gatunki węgla, które najlepiej odpowiadają wyobrażeniu laika o tym paliwie: orzech, kostkę, gruby i kęsy. Wśród odbiorców węgla z Transbedu są piekarnie, zakłady mięsne, duże firmy ogrodnicze, a także składy opału, które sprzedają go klientom indywidualnym. Transbed działa w promieniu około 300 km od bazy w Mierzęcicach, miejscowości sąsiadującej z pyrzowickim lotniskiem. – Zaopatrujemy teren środkowej i południowej Polski – informuje Jerzy Mularski. – Niektóre produkty, na przykład ekogroszek, opał spakowany na paletach zdarza się nam wozić za granicę, do Niemiec, Austrii. Mamy zestawy do transportu drewna. Wykonujemy transporty z Czech, Słowacji, Polski do Niemiec – dodaje Grzegorz Bednarek.

Gliwice to dobry argument W firmie pracuje 40 zestawów, głównie z naczepami wywrotkami. Z tej liczby 90% stanowi Scania. Pojazdy wyposażone są w układy hydrauliczne Hyva. – W okresie największej gorączki zakupów około 2007-08 r., kiedy czekało się na ciężarówkę bardzo długo, kupiliśmy parę samochodów Renault i MAN. Później wróciliśmy do Scania – mówi Grzegorz Bednarek.

W firmie jeździło wiele, różnych samochodów. Na samym początku Star 28, potem Jelcze. Było kilka Steyrów. Dzięki dobrej opinii u pierwszych klientów, firma zdobywała następnych. Pierwsza Scania została kupiona w Niemczech w 1991. Pierwsza nowa pojawiła się w 1995 r. Była jedną z ciężarówek, jakie wówczas szykowała na rynek polski montownia w Słupsku – obecnie fabryka autobusów. W latach 1997-98 firmę wzbogaciła Scania „z nosem”, serii T124. Jeździ do dziś, u następnego właściciela. W 2004 r. Transbed odebrał jedną z pierwszych w kraju Scania R, z kabiną Highline i bogatym wyposażeniem. – Zastanawiamy się nad zakupem „pięćsetki” z silnikiem V8 – zapowiada Grzegorz Bednarek. Byłaby to kolejna ciężarówka z naprawdę „silną osobowością”. W tym roku Transbed odebrał 11 ciągników. Zwykle wybiera modele serii R lub G z kabinami Highline. Dość mocne, ponieważ zdarza im się wykonywać również inne zadania niż wożenie węgla. – Ciężarówki są objęte kontraktem serwisowym. To opłacalne rozwiązanie, zapewniające przewidywalność i stałe koszty obsługi. Nasza flota jest pod opieką serwisu w Gliwicach. Mają właściwe podejście, są rzetelni, profesjonalni. Młoda załoga ma dużą wiedzę. Jest cały czas szkolona. Jakość obsługi serwisowej przekonała nas, że warto jeździć ciężarówkami Scania – chwali placówkę Grzegorz Bednarek. Od lat firma korzysta również z usług fi nansowych Scania Finance Polska. Ciężarówka „z nosem” lub jak mówią kierowcy „z przedłużonym życiem” (bo jaki nos, taka ochrona przy kolizji) była pierwszą, która zainicjowała tę współpracę. – Elastyczność i profesjonalizm kadry Scania Finance jest naprawdę na wysokim poziomie – zapewnia Grzegorz Bednarek.

Stal, szkło i coś więcej – „Czwórka” z silnikiem 360 KM, jaką kupiliśmy w 1997 r., przejechała już ponad milion kilometrów bez remontu i jeździ nadal – chwali model serii 4 pan Grzegorz. Ciężarówki są zadbane od nowości. Każda część jest wymieniana na oryginalną. Każdy nowy kierowca, zaczyna pracę od spędzenia dwóch tygodni „w garażu”. Pracuje z mechanikami w warsztacie, by mówili tym samym językiem. – Chcę, żeby znał ciężarówkę również z kanału. Żeby nie dzwonił potem z drogi, że „coś się popsuło”. Ale co? Nie wiadomo – mówi Grzegorz Bednarek. – U Dawida, w firmie Strada pracuje kobieta, Ania. Bardzo dobry kierowca, bardzo ją chwalą, jeździ nową Scania. Miała awarię, spadło ciśnienie w układzie hamulcowym. Środek nocy, rozmawiamy przez telefon. Mówi: szefi e, dam radę, dojadę. I dojechała do najbliższego serwisu w Nadarzynie. Tam młody chłopak, mechanik znalazł usterkę w miejscu, gdzie nikt się nie spodziewał. Po godzinie ciężarówka wróciła na trasę. Jeden z moich starych kierowców mówi: jak ktoś po urodzeniu nie dostanie w tyłek kierownicą, to kierowca z niego nie będzie. Pracownicy firmy doskonalą swoje umiejętności w Szkole Jazdy Scania. Efekty są widoczne. Jeżdżą oszczędniej. Próbują też swoich sił w rywalizacji z innymi. W 2005 r. kierowca Transbedu, Robert Stolarczyk zajął drugie miejsce w regionalnych eliminacjach konkursu Young European Truck Driver.

Transbed prowadzi działalność daleko wykraczającą poza przewóz węgla. Jerzy Mularski jest kibicem. Firma wspiera okoliczne kluby sportowe, nie tylko piłkarskie. – Zawsze miałem duszę sportowca. Górnik Zabrze to była moja ulubiona drużyna. Pomagamy lokalnym zespołom. Zaraziłem tym wszystkich w firmie. Nie jestem fanem szachów, to dla mnie zbyt powolny sport, ale kiedy przyjeżdża prezes klubu szachowego i prosi o wsparcie, staramy się pomóc. Przedszkolom, szkołom również. Ufundowaliśmy wyjazd na „zieloną szkołę” dziecku, które inaczej zostałoby w domu. Nie wszystkich uratujemy, nie wszystkim pomożemy, ale robimy to, co jest w zasięgu naszych możliwości. Zwyczajnie, po ludzku.

Transbed ma również własną, amatorską drużynę piłkarską. Uczestniczy w rozgrywkach z zespołami innych firm z branży transportowej i energetycznej. Energii ludzi nic nie zastąpi.